Zobacztakże
W Brazylii ma powstać gigantyczna elektrownia wodna. Jej budowie sprzeciwiają się rdzenni mieszkańcy Amazonii wspierani przez reżysera Jamesa Camerona, aktorkę Sigourney Weaver oraz ekipę filmu „Avatar”.
W połowie kwietnia przeciwnicy inwestycji protestowali pod siedzibą rządu Brazylii przeciwko planom budowy hydroelektrowni. W proteście tym uczestniczyło około 1,5 tys. osób – Indian, ekologów oraz członków organizacji pozarządowych. Ponadto Indianie zagrozili, że jeśli budowa się rozpocznie, dojdzie do przelewu krwi.
Przedmiot sporu, czyli elektrownia wodna Belo Monte ma mieć moc 11 tys. megawatów i będzie jedną z największych hydroelektrowni na świecie, zaraz po Zaporze Trzech Przełomów w Chinach oraz Itaipu, położonej na granicy Brazylii i Paragwaju. Do jej uruchomienia potrzebne będzie zalanie ponad 200 kilometrów kwadratowych terenu, który aktualnie jest zamieszkiwany przez Indian. Ci jednak nie chcą zgodzić się na masowe przesiedlenia i przygotowują się do walki za pomocą łuków, strzał i maczet. Ekolodzy z kolei podkreślają, że budowa zapory spowoduje kolejne zniszczenia lasów deszczowych w puszczy amazońskiej, które i tak z roku na rok kurczą się w ogromnym tempie.
Wódz plemienia Kayapo – Raoni Metuktire oświadczył, że Indianie znów zostali zmuszeni do zabijania białych w obronie własnej ziemi. „Myślę, że biały człowiek pragnie zbyt wiele – naszą wodę, naszą ziemię” – powiedział. Inni przywódcy podkreślają natomiast, że las tropikalny i rzeka są ich żywicielami oraz jedynym sposobem na przetrwanie.
W walkę przeciwko hydroelektrowni zaangażował się także James Cameron, który odwiedził mieszkańców spornego rejonu pod koniec marca. Poprosił wtedy rząd brazylijski o rozważenie swojej decyzji pod względem negatywnego oddziaływania na ludzi i środowisko. Nazwał też budowę zapory katastrofą ekologiczną oraz powiedział, że wobec niej nie ma alternatywy.

Cameron nie jest jedyną gwiazdą show-biznesu, która wspiera Indian w walce o zachowanie ich środowiska naturalnego. Także Sting angażował się wcześniej w obronę lasów tropikalnych i występował na scenie razem z przedstawicielem właśnie plemienia Kayapo.
Brazylijczycy jednak raczej przychylnie odnoszą się do projektu, ponieważ budowa oznacza dla nich więcej energii elektrycznej oraz nowe miejsca pracy. Rząd natomiast przewiduje, że hydroelektrownia przyczyni się do rozwoju gospodarki oraz turystyki w regionie. Z kolei rdzenni mieszkańcy obawiają się masowego napływu ludności, która przybędzie tutaj w poszukiwaniu pracy i lepszego bytu. To z kolei oznacza, że może zapanować chaos, który odbije się na tubylcach oraz przyrodzie.
Pojawiają się taż głosy, że budowa zapory jest krokiem politycznym ze strony obecnego prezydenta Brazylii, Luli de Silvy. Za kilka miesięcy kończy on swoją drugą prezydencką kadencję, więc nie może już startować w kolejnych wyborach. Dlatego w ten sposób chce zapewnić wygraną Dilmie Rousseff, którą wybrał na swoją następczynię. Lula nie zamierza zrezygnować z projektu, ponieważ planuje, że w ciągu następnych dziesięciu lat Brazylia osiągnie status jednej z potęg gospodarczych świata.
W połowie kwietnia przeciwnicy inwestycji protestowali pod siedzibą rządu Brazylii przeciwko planom budowy hydroelektrowni. W proteście tym uczestniczyło około 1,5 tys. osób – Indian, ekologów oraz członków organizacji pozarządowych. Ponadto Indianie zagrozili, że jeśli budowa się rozpocznie, dojdzie do przelewu krwi.
Przedmiot sporu, czyli elektrownia wodna Belo Monte ma mieć moc 11 tys. megawatów i będzie jedną z największych hydroelektrowni na świecie, zaraz po Zaporze Trzech Przełomów w Chinach oraz Itaipu, położonej na granicy Brazylii i Paragwaju. Do jej uruchomienia potrzebne będzie zalanie ponad 200 kilometrów kwadratowych terenu, który aktualnie jest zamieszkiwany przez Indian. Ci jednak nie chcą zgodzić się na masowe przesiedlenia i przygotowują się do walki za pomocą łuków, strzał i maczet. Ekolodzy z kolei podkreślają, że budowa zapory spowoduje kolejne zniszczenia lasów deszczowych w puszczy amazońskiej, które i tak z roku na rok kurczą się w ogromnym tempie.
Wódz plemienia Kayapo – Raoni Metuktire oświadczył, że Indianie znów zostali zmuszeni do zabijania białych w obronie własnej ziemi. „Myślę, że biały człowiek pragnie zbyt wiele – naszą wodę, naszą ziemię” – powiedział. Inni przywódcy podkreślają natomiast, że las tropikalny i rzeka są ich żywicielami oraz jedynym sposobem na przetrwanie.
W walkę przeciwko hydroelektrowni zaangażował się także James Cameron, który odwiedził mieszkańców spornego rejonu pod koniec marca. Poprosił wtedy rząd brazylijski o rozważenie swojej decyzji pod względem negatywnego oddziaływania na ludzi i środowisko. Nazwał też budowę zapory katastrofą ekologiczną oraz powiedział, że wobec niej nie ma alternatywy.

James Cameron, Fot. Wikipedia
Cameron nie jest jedyną gwiazdą show-biznesu, która wspiera Indian w walce o zachowanie ich środowiska naturalnego. Także Sting angażował się wcześniej w obronę lasów tropikalnych i występował na scenie razem z przedstawicielem właśnie plemienia Kayapo.
Brazylijczycy jednak raczej przychylnie odnoszą się do projektu, ponieważ budowa oznacza dla nich więcej energii elektrycznej oraz nowe miejsca pracy. Rząd natomiast przewiduje, że hydroelektrownia przyczyni się do rozwoju gospodarki oraz turystyki w regionie. Z kolei rdzenni mieszkańcy obawiają się masowego napływu ludności, która przybędzie tutaj w poszukiwaniu pracy i lepszego bytu. To z kolei oznacza, że może zapanować chaos, który odbije się na tubylcach oraz przyrodzie.
Pojawiają się taż głosy, że budowa zapory jest krokiem politycznym ze strony obecnego prezydenta Brazylii, Luli de Silvy. Za kilka miesięcy kończy on swoją drugą prezydencką kadencję, więc nie może już startować w kolejnych wyborach. Dlatego w ten sposób chce zapewnić wygraną Dilmie Rousseff, którą wybrał na swoją następczynię. Lula nie zamierza zrezygnować z projektu, ponieważ planuje, że w ciągu następnych dziesięciu lat Brazylia osiągnie status jednej z potęg gospodarczych świata.
Ekologia.pl








