"Chciałabym, żeby wiedza o zwierzętach była trendy. Jestem przekonana, że ludzie, których zainteresuje jakiś gatunek, nie przyłożą ręki do jego zagłady. To, że ktoś nie umie odróżnić kruka od wrony, powinno wywoływać podobne zakłopotanie, jak to, że nie wie czym się różni pisarstwo Henryka Sienkiewicza od twórczości Jana Andrzeja Morsztyna albo szpilki od martensów" - mówi Marzenna Nowakowska, dziennikarka naukowa od lat popularyzująca ekologię behawioralną i socjobiologię.
EKOLOGIA BEHAWIORALNA I SOCJOBIOLOGIA - FASCYNACJE
Jak objaśnia popularyzatorka, ekologia behawioralna tłumaczy tak fascynujące zjawiska jak kanibalizm, zdradę, grę ofiary i drapieżcy, pasożyta i żywiciela, kochanków. Dyscyplina ta rozpatruje wszystkie aspekty zachowania zwierząt pod kątem ich wartości dla przeżycia osobnika i przekazania genów następnemu pokoleniu.
Nowakowska nie przepadała za biologią w szkole. Zmieniła zdanie pod wpływem lektury "Wprowadzenia do ekologii behawioralnej" Johna R. Krebsa i Nicka B. Daviesa. Jak twierdzi, ta książka sprawia, że puzzle z cząstkową wiedzą łączą się w spójną logiczną całość.
Kolejna jej fascynacja tez zaczęła się od podręcznika - "Socjobiologii" Edwarda O. Wilsona. Wilson, uznawany za ojca socjobiologii, jest wybitnym popularyzatorem, który, zdaniem dziennikarki, mądrze, logicznie i z polotem wyjaśnia takie zagadnienia jak kultura wśród zwierząt, systemy dominacji czy porozumiewanie się zwierząt. Socjobiologia zajmuje się bowiem opisem i wyjaśnieniem społecznych zachowań zwierząt.
NAUKA JAK BEZA Z CYTRYNOWYM KREMEM
Marzenna Nowakowska pisze o tym, co znalazło się w "Nature", Science", "Behavioural Ecology and Sociobiology", "Proceedings of the Royal Society of London B.", "Acta Ornithologica".
"To ja mam przebrnąć przez naukowe artykuły, czytelnicy zaś poczytać o odkryciach bez wysiłku, dla odprężenia" - zdradza szczegóły warsztatu dziennikarskiego. Do popularyzacji wybiera zjawiska ekscytujące, a pisząc przestrzega zasad Mannersa i Bovy.
"David Manners opisał 10 grzechów głównych popełnianych przez ludzi pióra. Wśród nich wymienił zawiłość, banały, niedostatek +mięsa+, niechlujstwo i brak niespodzianek" - mówi dziennikarka. Jak podkreśla, dbałość o to, aby podobnych grzechów nie popełniać, wynika z szacunku dla czytelnika, którego powinno się zaskoczyć, zaciekawić, czasem rozczulić.
Dodaje, że podobny pogląd na popularyzację miał Ben Bova (redaktor naczelny czasopisma popularnonaukowego "Omni"), który pisał: "Większość redaktorów, a zatem większość czasopism i gazet, sądzi o nauce to samo, co o szpinaku: +Wiem, że ci nie smakuje, ale jest zdrowy, więc jedz. Polityka, którą prowadziłem w Omni polegała na podchodzeniu do nauki jak do bezy z kremem cytrynowym: +Pycha! Palce lizać! Smacznego!+".
WIEDZA DLA WSZYSTKICH
Nowakowska nie uznaje "targetowania" własnych tekstów. Jak twierdzi, jej książkę "Dzikość serca. Wielka Księga Zachowań Zwierząt" czytają całe rodziny. "Dowiedziałam się, że pewien pan, który ją dostał pod choinkę, położył się w świąteczny dzień obok kominka i czytał całej rodzinie na głos. Słuchali żona, dziadkowie i wnuki" - mówi z dumą. Stara się pisać tak, żeby budzić emocje. A te, jak zauważa, działają niezależnie od wieku.
Jej materiały czytają także naukowcy. "Czasem piszą, że dowiedzieli się o badanym zwierzaku, czegoś, o czym wcześniej nie wiedzieli; proszą, żebym podesłała im źródła. I to wcale nie świadczy o nich źle. Ja przeglądam wiele czasopism z różnych dziedzin. Oni koncentrują się na swojej" - zdradza autorka. "Czasem w numerze poświęconym np. ultrafioletowi, może się trafić ciekawostka dla badacza cietrzewi: że białawy nalot na jagodach w lesie odbija ultrafiolet. Dla ludzi to barwa niewidoczna, cietrzewie widzą ją doskonale - dla nich dojrzałe jagody żarzą się niczym podświetlone w mroku dna lasu!" - opowiada z pasją.
EDUKACJA - KLUCZ DO SKUTECZNEJ OCHRONY ŚRODOWISKA
Zdaniem dziennikarki, jednym z najważniejszych narzędzi ochrony przyrody jest edukacja. Przybliżanie zagrożonych gatunków czy mechanizmów przyrodniczych przyczynia się do zwiększenia świadomości czytelników.
"W magazynie +National Geographic+ przedstawiam sylwetki europejskich gatunków objętych ochroną - cietrzewie, susły, bociany, sowy, rysia. W czasopiśmie +Voyage+, które skierowane jest do ludzi podróżujących, piszę o tym co można, a czego nie należy robić w kontakcie z dziką przyrodą" - opowiada. Okazuje się, że delfinów czy innych morskich zwierząt nie powinno się dotykać nie tylko w obawie o to, że ugryzą, uderzą ogonem czy ugodzą kolcem jadowym, ale także z uwagi na zdrowie ich skóry - otarty naskórek łatwiej atakuje grzybica. Jedna trzecia gatunków małp jest zagrożona wyginięciem, dlatego nie powinno się wybierać w odwiedziny z... katarem, który może się dla nich okazać zabójczy.
Nowakowska zwraca uwagę, że ludzi łatwo jest przekonać do ochrony pandy czy goryla. Sama stara się także pisać o tych mniej ładnych i znanych zwierzętach - pająkach, wijach, niesporczakach, wirkach. "W konkursie na najpiękniejsze zwierzę świata, który kiedyś ogłosiliśmy w +Vivie+, kilka osób przysłało właśnie kandydatury wirków i ślimaków nagoskrzelnych, o których wcześniej pisałam" - wspomina.
Opisała już ponad 350 gatunków zwierząt, ale twierdzi, że nadal pozostało mnóstwo do opisania. W najbliższych latach zamierza popularyzować wiedzę o zwierzętach żyjących w Polsce. Chciałaby, żeby czytelnicy poznali bliżej roztańczonego dorsza, dowiedzieli się o manipulacjach jeleni, odkryli mroczne tajemnice kretów. "Niech choć jedna łopata zatrzyma się przed zadaniem śmiertelnego ciosu, gdy z kretowiska wyjrzy czarny łeb" - mówi miłośniczka polskiej fauny.
Dziennikarka współpracuje też ze Stacją Badania Wędrówek Ptaków Uniwersytetu Gdańskiego w Przebendowie. Szkoli ludzi z rejonów, gdzie nasze ptaki podróżują albo spędzają zimę. Jest przekonana, że jeśli oni staną się bardziej wrażliwi na potrzeby zwierząt, ich znajomi, przyjaciele, przyszli studenci - także.
Z NAUKOWCAMI ROZMAWIA SIĘ DOBRZE
Dziennikarka przyznaje, że trudno jest przekonać naukowców, że język powszechnie używany, odarty z naukowych określeń, czasem figlarny, może być jednocześnie precyzyjnym językiem opisującym zjawiska przyrodnicze. Nie stanowi to jednak bariery nie do pokonania.
"Wśród naukowców nie spotkałam naprawdę trudnego rozmówcy. Niektórzy rozmówcy są jednak wyjątkowi, jak choćby profesor Przemysław Busse z Uniwersytetu Gdańskiego, założyciel największego na świecie programu badania ptaków na przelotach, Akcji Bałtyckiej a potem międzynarodowej sieci badania wędrówek ptaków SEEN" - ocenia Nowakowska. Prof. Busse jest autorem klucza do oznaczania gatunków, płci i wieku migrujących ptaków wróblowych. Tłumaczył jej kiedyś, że trzcinniczek różni się od łozówki wyrazem "twarzy". Według dziennikarki, takie określenie to perełka dla popularyzatora. Z kolei profesor Henryk Okarma z Uniwersytetu Jagiellońskiego dysponuje, zdaniem Nowakowskiej, +kopalnią wiedzy+ o naszych drapieżnikach: wilkach, rysiach, niedźwiedziach i żbikach.
PAP - Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska
EKOLOGIA BEHAWIORALNA I SOCJOBIOLOGIA - FASCYNACJE
Jak objaśnia popularyzatorka, ekologia behawioralna tłumaczy tak fascynujące zjawiska jak kanibalizm, zdradę, grę ofiary i drapieżcy, pasożyta i żywiciela, kochanków. Dyscyplina ta rozpatruje wszystkie aspekty zachowania zwierząt pod kątem ich wartości dla przeżycia osobnika i przekazania genów następnemu pokoleniu.
Nowakowska nie przepadała za biologią w szkole. Zmieniła zdanie pod wpływem lektury "Wprowadzenia do ekologii behawioralnej" Johna R. Krebsa i Nicka B. Daviesa. Jak twierdzi, ta książka sprawia, że puzzle z cząstkową wiedzą łączą się w spójną logiczną całość.
Kolejna jej fascynacja tez zaczęła się od podręcznika - "Socjobiologii" Edwarda O. Wilsona. Wilson, uznawany za ojca socjobiologii, jest wybitnym popularyzatorem, który, zdaniem dziennikarki, mądrze, logicznie i z polotem wyjaśnia takie zagadnienia jak kultura wśród zwierząt, systemy dominacji czy porozumiewanie się zwierząt. Socjobiologia zajmuje się bowiem opisem i wyjaśnieniem społecznych zachowań zwierząt.
NAUKA JAK BEZA Z CYTRYNOWYM KREMEM
Marzenna Nowakowska pisze o tym, co znalazło się w "Nature", Science", "Behavioural Ecology and Sociobiology", "Proceedings of the Royal Society of London B.", "Acta Ornithologica".
"To ja mam przebrnąć przez naukowe artykuły, czytelnicy zaś poczytać o odkryciach bez wysiłku, dla odprężenia" - zdradza szczegóły warsztatu dziennikarskiego. Do popularyzacji wybiera zjawiska ekscytujące, a pisząc przestrzega zasad Mannersa i Bovy.
"David Manners opisał 10 grzechów głównych popełnianych przez ludzi pióra. Wśród nich wymienił zawiłość, banały, niedostatek +mięsa+, niechlujstwo i brak niespodzianek" - mówi dziennikarka. Jak podkreśla, dbałość o to, aby podobnych grzechów nie popełniać, wynika z szacunku dla czytelnika, którego powinno się zaskoczyć, zaciekawić, czasem rozczulić.
Dodaje, że podobny pogląd na popularyzację miał Ben Bova (redaktor naczelny czasopisma popularnonaukowego "Omni"), który pisał: "Większość redaktorów, a zatem większość czasopism i gazet, sądzi o nauce to samo, co o szpinaku: +Wiem, że ci nie smakuje, ale jest zdrowy, więc jedz. Polityka, którą prowadziłem w Omni polegała na podchodzeniu do nauki jak do bezy z kremem cytrynowym: +Pycha! Palce lizać! Smacznego!+".
WIEDZA DLA WSZYSTKICH
Nowakowska nie uznaje "targetowania" własnych tekstów. Jak twierdzi, jej książkę "Dzikość serca. Wielka Księga Zachowań Zwierząt" czytają całe rodziny. "Dowiedziałam się, że pewien pan, który ją dostał pod choinkę, położył się w świąteczny dzień obok kominka i czytał całej rodzinie na głos. Słuchali żona, dziadkowie i wnuki" - mówi z dumą. Stara się pisać tak, żeby budzić emocje. A te, jak zauważa, działają niezależnie od wieku.
Jej materiały czytają także naukowcy. "Czasem piszą, że dowiedzieli się o badanym zwierzaku, czegoś, o czym wcześniej nie wiedzieli; proszą, żebym podesłała im źródła. I to wcale nie świadczy o nich źle. Ja przeglądam wiele czasopism z różnych dziedzin. Oni koncentrują się na swojej" - zdradza autorka. "Czasem w numerze poświęconym np. ultrafioletowi, może się trafić ciekawostka dla badacza cietrzewi: że białawy nalot na jagodach w lesie odbija ultrafiolet. Dla ludzi to barwa niewidoczna, cietrzewie widzą ją doskonale - dla nich dojrzałe jagody żarzą się niczym podświetlone w mroku dna lasu!" - opowiada z pasją.
EDUKACJA - KLUCZ DO SKUTECZNEJ OCHRONY ŚRODOWISKA
Zdaniem dziennikarki, jednym z najważniejszych narzędzi ochrony przyrody jest edukacja. Przybliżanie zagrożonych gatunków czy mechanizmów przyrodniczych przyczynia się do zwiększenia świadomości czytelników.
"W magazynie +National Geographic+ przedstawiam sylwetki europejskich gatunków objętych ochroną - cietrzewie, susły, bociany, sowy, rysia. W czasopiśmie +Voyage+, które skierowane jest do ludzi podróżujących, piszę o tym co można, a czego nie należy robić w kontakcie z dziką przyrodą" - opowiada. Okazuje się, że delfinów czy innych morskich zwierząt nie powinno się dotykać nie tylko w obawie o to, że ugryzą, uderzą ogonem czy ugodzą kolcem jadowym, ale także z uwagi na zdrowie ich skóry - otarty naskórek łatwiej atakuje grzybica. Jedna trzecia gatunków małp jest zagrożona wyginięciem, dlatego nie powinno się wybierać w odwiedziny z... katarem, który może się dla nich okazać zabójczy.
Nowakowska zwraca uwagę, że ludzi łatwo jest przekonać do ochrony pandy czy goryla. Sama stara się także pisać o tych mniej ładnych i znanych zwierzętach - pająkach, wijach, niesporczakach, wirkach. "W konkursie na najpiękniejsze zwierzę świata, który kiedyś ogłosiliśmy w +Vivie+, kilka osób przysłało właśnie kandydatury wirków i ślimaków nagoskrzelnych, o których wcześniej pisałam" - wspomina.
Opisała już ponad 350 gatunków zwierząt, ale twierdzi, że nadal pozostało mnóstwo do opisania. W najbliższych latach zamierza popularyzować wiedzę o zwierzętach żyjących w Polsce. Chciałaby, żeby czytelnicy poznali bliżej roztańczonego dorsza, dowiedzieli się o manipulacjach jeleni, odkryli mroczne tajemnice kretów. "Niech choć jedna łopata zatrzyma się przed zadaniem śmiertelnego ciosu, gdy z kretowiska wyjrzy czarny łeb" - mówi miłośniczka polskiej fauny.
Dziennikarka współpracuje też ze Stacją Badania Wędrówek Ptaków Uniwersytetu Gdańskiego w Przebendowie. Szkoli ludzi z rejonów, gdzie nasze ptaki podróżują albo spędzają zimę. Jest przekonana, że jeśli oni staną się bardziej wrażliwi na potrzeby zwierząt, ich znajomi, przyjaciele, przyszli studenci - także.
Z NAUKOWCAMI ROZMAWIA SIĘ DOBRZE
Dziennikarka przyznaje, że trudno jest przekonać naukowców, że język powszechnie używany, odarty z naukowych określeń, czasem figlarny, może być jednocześnie precyzyjnym językiem opisującym zjawiska przyrodnicze. Nie stanowi to jednak bariery nie do pokonania.
"Wśród naukowców nie spotkałam naprawdę trudnego rozmówcy. Niektórzy rozmówcy są jednak wyjątkowi, jak choćby profesor Przemysław Busse z Uniwersytetu Gdańskiego, założyciel największego na świecie programu badania ptaków na przelotach, Akcji Bałtyckiej a potem międzynarodowej sieci badania wędrówek ptaków SEEN" - ocenia Nowakowska. Prof. Busse jest autorem klucza do oznaczania gatunków, płci i wieku migrujących ptaków wróblowych. Tłumaczył jej kiedyś, że trzcinniczek różni się od łozówki wyrazem "twarzy". Według dziennikarki, takie określenie to perełka dla popularyzatora. Z kolei profesor Henryk Okarma z Uniwersytetu Jagiellońskiego dysponuje, zdaniem Nowakowskiej, +kopalnią wiedzy+ o naszych drapieżnikach: wilkach, rysiach, niedźwiedziach i żbikach.
PAP - Nauka w Polsce, Agnieszka Uczyńska



