ekologia.pl
Dogoterapia w polsce

Panga – egzotyczna trucizna. Czy popularna ryba wietnamska jest zdrowa?

Udostępnij
Czy proces wydobycia gazu łupkowego jest bezpieczny dla otoczenia?
Tak
Nie
Nie wiem
Głosuj
Ryba jedzona minimum raz w tygodniu reguluje przemianę materii, zapobiega miażdżycy i obniża ciśnienie krwi. Poza tym zawiera bardzo ważne dla zdrowia kwasy z grupy omega-3. Jednocześnie działa antydepresyjnie. Dzięki rybom dzieci łatwiej przyswajają wiedzę, dorosłym pięknieje cera, a seniorom poprawia się pamięć.

Mając to na uwadze, powinniśmy się cieszyć. Zwłaszcza, że Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej poinformował, że jemy coraz więcej ryb. W zeszłym roku ich spożycie wzrosło o 4 proc. Niestety, nie do końca jest to fakt optymistyczny. Okazuje się bowiem, że najwięcej jemy ryb wietnamskich. Prym wśród nich wiedzie panga. W ciągu trzech ostatnich lat import tej ryby wzrósł do 100 tys. ton i jest prawie 3-krotnie wyższy od całkowitej sprzedaży ryb słodkowodnych przez krajowe gospodarstwa rybackie. Według monitorującej rynek spożywczy firmy Nielsen, panga jest na drugim miejscu wśród najczęściej kupowanych ryb mrożonych (25 proc. rynku) i szybko zmniejsza dystans do najpopularniejszych kostek z mintaja (31 proc. rynku).


Rybka zwana pangą

Skąd taka popularność? Czemu co piąty filet z pangi eksportowany przez Wietnamczyków do Unii Europejskiej trafia do sklepów w Polsce? Po pierwsze, panga do hodowli nadaje się idealnie: szybko rośnie, nie wymaga kapitałochłonnych inwestycji i trafia w gusta konsumentów. Jest niedroga, nie ma charakterystycznego dla ryb zapachu ani smaku, a jej filet nie nosi śladów krwi i jest pozbawiony ości. Po drugie, dużą rolę w rozpropagowaniu pangi odegrała cena. W ubiegłym roku przed Bożym Narodzeniem supermarkety przygotowały 250 ton zamrożonej pangi. W licznych promocjach kilogram ryby można było kupić już za 7,99 zł.

Panga? Nie, dziękuję

Zalety te nikną jednak w trakcie bliższego zapoznanie się z historią tej ryby. Panga pochodzi z mocno zanieczyszczonego Mekongu. Rokrocznie w stanie naturalnym samice płyną w górę rzeki, aby złożyć ikrę. Jako że rejon wylęgu leży poza granicami Wietnamu, Wietnamczycy zakładają sztuczne hodowle. Aby zmusić ryby do rozmnażania w zamknięciu, samicom robi się zastrzyk hormonalny. Używa się do tego importowanych z Chin fiolek zawierających hormon pobierany z moczu kobiet w zaawansowanej ciąży. Chodzi między innymi o gonadotropinę kosmówkową.

Umieszczone w niewielkich basenach pangi rosną w potwornym ścisku. Aby w ciągu 6 miesięcy ryby zyskiwały 1,5 kg mięsa karmi się je specjalnymi granulkami, które składają się z mączki rybnej, witamin, ekstraktów soi i manioku. To jednak dopiero początek chemizacji ryby. Wielu eksporterów wietnamskich nie cofa się przed traktowaniem filetów podejrzanymi dodatkami (polifosforany i niefosforowe dodatki typu MTR-79).

Jaki jest efekt uboczny chemizacji ryby? Filety z pangi nie zawierają kwasów tłuszczowych omega-3, za które dietetycy najbardziej cenią ryby. Według nich, filet z pangi to jedynie białko, sól i woda. No i mnóstwo zanieczyszczeń. Nie bez przyczyny raz po raz Hiszpanie odmawiają przyjmowania partii tych ryb. Ostatnio zaprotestowali z uwagi na zbyt wysoką zawartość tzw. zieleni malachitowej (chemikalia te służą w hodowlach do zwalczania chorób grzybowych).

Eksperci od żywienia mówią…

Polscy eksperci również pozostają czujni. Przede wszystkim zwracają uwagę, że nie wykonujemy analiz chemicznych oraz nie badamy morfologii ryb, czyli zmian w strukturze tkanek i wewnętrznych narządów. Mało tego, niedostatecznie zdajemy sobie sprawę, że panga to produkt przemysłowy. O ile z hektara stawu rybnego w Polsce uzyskuje się średnio 750 kg karpia rocznie, o tyle z podobnej wielkości hodowli w Wietnamie aż 100 ton pangi! Ten aspekt podkreśla przede wszystkim doktor Krzysztof Zając z Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności Politechniki Łódzkiej. Przed modą na egzotyczne ryby ostrzega także dr Magdalena Białkowska z warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia. – Ryby z Wietnamu mogą zawierać metale ciężkie, np. rtęć. A im większa ryba, tym więcej trucizny – mówi Białkowska. Podobny pogląd prezentuje Zbigniew Hałat, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. – Klient nie ma żadnej pewności, że żywność, którą kupuje jest bezpieczna dla zdrowia, bo służby celne i sanitarne nie radzą sobie z kontrolami – podkreśla epidemiolog. Zatem trzeba się dobrze zastanowić przed zakupem takiej rybki, bo okazać się może, że jedyną zaletą pangi jest… wyłącznie jej cena.
Krzysztof Głowacki

Galeria zdjęć

Komentarze(22)Zwiń wszystkie | Rozwiń wszystkieDodaj komantarz+