ekologia.pl
Dogoterapia w polsce

Kolejny głos w sprawie atomu w Polsce

Udostępnij
Fot.: stock.xchng
Zgodziłbyś/abyś się by w pobliżu twojego miejsca zamieszkania powstała elektrownia atomowa?
Tak
Nie
Nie wiem
Głosuj
Kiedy powstanie pierwsza polska elektrownia jądrowa? Kiedy popłynie z niej prąd?  Naukowcy twierdza, że będzie to w 2020 roku.  Zdaniem niektórych badaczy Polska jest gotowa na realizację tego projektu. 13 stycznia br. rząd przyjął uchwałę, zgodnie z którą Polska Grupa Energetyczna (PGE) do 2020 r. zbuduje w Polsce jedną lub dwie elektrownie jądrowe.

Prof. Waligórski uważa, że to realny scenariusz. Według naukowca mamy odpowiednie rozwiązania prawne, sprawnie funkcjonujące instytucje kontrolne oraz wzrastający poziom akceptacji społecznej. Czy aby na pewno?


W sierpniu 2006 roku w sondażu dla Rzeczpospolitej aż 57% respondentów było przeciwnych inwestycji.  Jako powód sprzeciwu 82% respondentów podało  obawę o bezpieczeństwo jego działania.  W badaniach dla PENTORA z końca 2006 roku 61% Polaków byłoby skłonnych zaakceptować budowę w Polsce nowoczesnej i bezpiecznej elektrowni atomowej, o ile pozwoliłoby to na zmniejszenie uzależnienia od dostaw ropy i gazu oraz ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery.  Z badań przeprowadzonych w listopadzie 2008 roku wynika, ze 47% uważa, że Polska powinna zbudować  elektrownię jądrową w najbliższym czasie. Badania nie są więc jednoznaczne.

Jak tłumaczył profesor Waligórski, pod względem regulacji prawnych, Polska jest gotowa na rozwój energetyki jądrowej. "Ustawa prawo atomowe w obecnej postaci umożliwia wejście na drogę prowadzącą do energetyki jądrowej" - powiedział PAP.  Zastrzegł jednak, że prawo będzie jedynie wymagało unowocześnienia, bo np. trzeba w nim będzie zapisać tryb i procedury nadawania uprawnień osobom zajmującym w elektrowni jądrowej stanowiska istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa. "Celowo tego wcześniej nie zrobiono, bo trudno było przewidzieć, jakie będą technologie w nowej elektrowni, a od tego będą zależały te stanowiska" - tłumaczył.

Prezes PAA podkreślił, że zmienia się nastawienie społeczeństwa do energetyki jądrowej. Polacy, uprzedzeni do tego typu elektrowni po katastrofie w Czarnobylu w 1986 r., powoli zmieniają swoje zapatrywania. PAA regularnie monitoruje nastroje społeczne związane z energetyką jądrową. Od roku 1989 do 2008 systematycznie rośnie odsetek osób, które w sondażach opowiadają się za budową elektrowni jądrowej w Polsce. W 1989 r. 32 proc. badanych było "za", 12 proc. udzieliło odpowiedzi "nie wiem", 56 proc. - "przeciw".

Dla ekspertów, jak tłumaczył prof. Waligórski, katastrofa w Czarnobylu, chociaż bardzo poważna, jest paradoksalnie uspokajająca. Według niego, trudno sobie wyobrazić, że stanie się coś gorszego od pożaru w Czarnobylu, gdzie palił się otwartym płomieniem rdzeń reaktora, wyrzucając radioaktywny dym na kilka kilometrów w górę. W czasie gaszenia tego pożaru zginęły 32 osoby w wyniku pochłonięcia wysokich dawek promieniowania jonizującego. Tymczasem dla okolicznej ludności skutki skażenia były o wiele mniej groźne niż się spodziewano.

Prof. Waligórski przytoczył wyniki prac Komitetu Naukowego ONZ ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), w którym reprezentuje Polskę. Według badań komitetu, jedyny skutek napromieniowania ludności po katastrofie to wzrost o ok. 4 tys. liczby osób (zwłaszcza dzieci) chorujących na raka tarczycy na skażonych terenach. Ten wzrost zachorowań spowodowany był emisją radioaktywnego izotopu jodu. Skutki tej emisji najprawdopodobniej spotęgował występujący na tym obszarze (część Białorusi, zachodnie pogranicze Rosji, północ Ukrainy) niedobór jodu.

"Natomiast nie ma żadnego wzrostu zachorowań na inne choroby nowotworowe, widocznego statystycznie u ludzi z tamtego obszaru. Wobec tego ok. 300 tys. osób z okolic elektrowni przesiedlono niepotrzebnie. To była decyzja polityczna. I jeżeli mówimy o skutkach Czarnobyla, to są one skutkami społecznymi, a nie radiacyjnymi" - ocenił prof. Waligórski.

Jak podkreślił prezes PAA, od PGE, czyli inwestora, zależy terminarz prac związanych z budową elektrowni, bo na ten cel trzeba będzie pozyskać kredyty oraz zatrudnić doświadczonych specjalistów. Przy czym, już teraz polskie uczelnie techniczne zaczynają wzbogacać swoją ofertę o kierunki związane z energetyką jądrową. "Prowadzę zajęcia na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Widzę coraz większe zainteresowanie tym tematem. Nie tylko zresztą na tej uczelni. Być może zajdzie konieczność importu doświadczonych ludzi z praktyką" - powiedział prof. Waligórski.

Kadra nie będzie zresztą jedynym problemem. "Kolejna istotna rzecz dla inwestora to obecny renesans energetyki jądrowej na świecie. Jeżeli się nie pospieszymy, nie będzie gdzie tego kupić. Np. kiedy Chińczycy przygotowywali się do olimpiady, to na całym świecie brakowało stali. Tu mamy trochę podobną sytuację. Potrzebne jest duża liczba bardzo konkretnych elementów. W tej chwili na świecie buduje się prawie 50 elektrowni jądrowych, nowe powstają w Europie, w Chinach oraz w innych państwach Dalekiego Wschodu, w Ameryce Południowej. Wobec tego zaczyna brakować na rynku dostawców. Deklaracja rządu jest ważna, bo pozwoli inwestorowi rezerwować dostawy" - ocenił prezes PAA.

Profesor Waligórski mówi o renesansie jądrowym, ale zapał studzi wgląd w liczbę budowanych reaktorów.  IAEA podaje liczbę 44. Gdzie one powstają? Głównie w Chinach i Indiach (razem aż 19). W Europie Zachodniej zaledwie 2 (we Francji i Finlandii) do tego 2 w Bułgarii i 2 na Ukrainie. W Stanach Zjednoczonych, które dominują w świecie nauki i technologii powstaje aktualnie jeden reaktor. Nuclear Plants Information.
Źródło: PAP Nauka w Polsce
Sprzedajni naukowcy, czyli kto zgarnął kasę
Oceń:nienajlepszeDrukujPrześlij znajomemu
Komentarze(2)Dodaj komantarz+